życie studenta


Student to taka mała łódeczka

Nie wiem kto to napisał, ale trafił w sedno! Wczoraj przeglądając Internety trafiłam na zdanie, które krążyło kiedyś podobno na bliżej mi nie znanej uczelni:

„Student to taka mała łódeczka, przedzierająca się przez morze do wyspy, która nazywa się Magister. Wykładowca zaś to łódeczka która już siedzi na tej wyspie i złośliwie robi fale.

Przezabawne.

Wpasowało mi się idealnie w sytuację w jakiej teraz jestem. Zasadniczo z wykładowcami mam nie najgorsze doświadczenia, więc może nie wypada generalizować. Pozdawałam w końcu wszystko, nawet – co do tej pory nie mieści mi się w głowie – kosmiczny egzamin z matematyki. Statystyki, ekonometrii, rachunkowości. Wszystkie te perełki przyszły i poszły. Oprócz wartości dydaktycznej troszkę mnie to podbudowało – widać nawet humanista jak chce to potrafi!

Aż tu nagle przyszedł On. Jego przedmiot o wszystkim i o niczym. Wymagania wysokie i bliżej niesprecyzowane. Potem egzamin, na którym możesz napisać przepis na jajecznicę, albo 8 stron a4 odpowiedzi.. wszystko jedno bo On tego nie czyta. Zasada jest taka – za każdym razem zdaje połowa, wybrana wedle jakiegoś tajemniczego kryterium. Więc ty studencie płacz, płać i łaź na te poprawki. Studenta ogarnia zwątpienie, ale jest tylko pokorną łódeczką na morzu.

Dodaj Komentarz | Komentarze