studia


Pisanie licencjatu – ciąg dalszy 2 comments

Ja to chyba jestem zakochana w tym licencjacie. Spać przez niego nie mogę, jeść nie mogę, ani myśleć o niczym innym. Na samo wspomnienie o nim robi mi się słabo. No zakochałam się jak nic, cholerka. Tylko ta miłość jakaś patologiczna jest.

Pisanie licencjatu to ból, cierpienie, męka i udręka.

A tak poważnie.. jestem mega do tyłu, nie mogę dogadać się z promotorką, ciągle nie zatwierdziła mojej ankiety do 3 rozdziału. Wszystko ciągnie się jak spaghetti. Już tak późno. Żeby uspokoić zszargane nerwy dopracowuję resztę, przeglądam, dopieszczam. Daje mi to wrażenie, że coś robię. Czemu nie możemy mieć po prostu egzaminu na zakończenie studiów? Nauczyłabym się, napisała czy odpowiedziała  i miała raz na zawsze z bańki!

Na zewnątrz pogoda nas rozpieszcza. Cały dzień świeci piękne słoneczko i jest cieplutko. Mam ochotę iść na zakupy i nakupić furę świeżych owoców.

Kubek na długopisy nastrajający bojowo.
Dodaj Komentarz | Komentarze

Student to taka mała łódeczka

Nie wiem kto to napisał, ale trafił w sedno! Wczoraj przeglądając Internety trafiłam na zdanie, które krążyło kiedyś podobno na bliżej mi nie znanej uczelni:

„Student to taka mała łódeczka, przedzierająca się przez morze do wyspy, która nazywa się Magister. Wykładowca zaś to łódeczka która już siedzi na tej wyspie i złośliwie robi fale.

Przezabawne.

Wpasowało mi się idealnie w sytuację w jakiej teraz jestem. Zasadniczo z wykładowcami mam nie najgorsze doświadczenia, więc może nie wypada generalizować. Pozdawałam w końcu wszystko, nawet – co do tej pory nie mieści mi się w głowie – kosmiczny egzamin z matematyki. Statystyki, ekonometrii, rachunkowości. Wszystkie te perełki przyszły i poszły. Oprócz wartości dydaktycznej troszkę mnie to podbudowało – widać nawet humanista jak chce to potrafi!

Aż tu nagle przyszedł On. Jego przedmiot o wszystkim i o niczym. Wymagania wysokie i bliżej niesprecyzowane. Potem egzamin, na którym możesz napisać przepis na jajecznicę, albo 8 stron a4 odpowiedzi.. wszystko jedno bo On tego nie czyta. Zasada jest taka – za każdym razem zdaje połowa, wybrana wedle jakiegoś tajemniczego kryterium. Więc ty studencie płacz, płać i łaź na te poprawki. Studenta ogarnia zwątpienie, ale jest tylko pokorną łódeczką na morzu.

Dodaj Komentarz | Komentarze