front-slider


Relaks na balkonie…

…czyli coś czegoś nie uświadczysz w moim studenckim bunkrze 😉. W zaciszu częstochowskiego mieszkania jest to jednak absolutnie wykonalne!

Taki piękny kącik relaksu na balkonie zaaranżowała moja mama. Bardzo przyjemnie usiąść sobie w ciepły dzień przy stoliku z takim widokiem:

Różę w doniczce mama dostała od mojego K. na Dzień Matki. Pięknie kwitnie i się rozrasta – myślę, że dana ze szczerego serca i to dlatego 😉 Ładnie wygląda na balkonowym stoliku.

Już jestem znów w Katowicach, wczoraj wieczorem wróciłam tym starym rzęchem Kolei Śląskich. Pogoda się zepsuła, jest chmurno i ciemno. Milej mi się robi kiedy patrzę na te cichaczem cyknięte fotki sprzed kilkunastu godzin. Ciepło, wróć… gdzie się podziewasz? Ja wcale nie narzekałam, że mi za gorąco (no może trochę, ale to jeszcze nie powód, żeby się obrażać).

K. wydrukował dzisiaj pracę licencjacką, już w trzech egzemplarzach i z oprawą. Stresowałam się tym faktem chyba bardziej niż on, ciągle go pytałam czy już na 100% wszystko przeczytał i sprawdził.. Koszt druku i oprawy to w jego wypadku było 70 złotych, więc podejrzewam, że nie chciałby tej operacji powtórzyć. W przeciwieństwie do mnie zachował jednak zimną krew i jego dzieła spoczęły u promotora.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Sezon truskawkowy

Ostatnie dni zleciały jak szalone. Przepięknie, ciepło i słonecznie. 03.06 obchodziłam 22 urodziny – kilka osób miło zaskoczyło mnie życzeniami a koledzy z uczelni nawet zafundowali mi kawę i ogromną bułkę na śniadanie! 😉 Niestety tego dnia miałam też prezentację zaliczeniową i konsultacje u promotorki, które bardzo mnie rozczarowały. Na szczęście już wieczorem, po długiej walce z katowickimi korkami, znalazłam się w rodzimej Częstochowie. Pojechałam ulubioną komunikacją publiczną (pod postacią pociągu KŚ) ponieważ okazało się, że mój K. pracuje w długi weekend.

(na zdjęciu moje bardzo pożywne śniadanie przed budynkiem uczelni ;-))

Czwartek spędziliśmy u babci w świętokrzyskim. Pogoda na wyjazd nam się udała, tylko te procesje po drodze..To też ma jakiś swój urok, ale trzeba przyznać, że jest deczko upierdliwe 😉

Dzisiaj już niemal pełny relaks. Pomijając kwestię rozgrywającego się w domu drobnego remontu – źródła chaosu i niepokoju mojej mamy. Mimo pomocy Pana Malarza rodzice popadali jak muchy i chyba śpią. Nieświadomi, że ich tutaj obgaduję. W Częstochowie zostaję do niedzieli – wtedy moja siostra wraca z wyjazdu do Włoch i koniecznie chcę się z nią zobaczyć!

Uwielbiam ten okres w okolicy moich urodzin – sezon truskawkowy :-) Dzisiaj nie zabrakło klasycznego obiadu pod tytułem makaron z truskawkami oraz koktajlu truskawkowego wyjadanego łyżeczką 😀 Ahh, kocham czerwiec!

Dodaj Komentarz | Komentarze

Święte miasto 1 comment

Dzisiaj wybrałam się na samotną wyprawę po rodzinnej okolicy. Postanowiłam odwiedzić Jasną Górę i park, wleźć na wieżę i powłóczyć się po wałach. Takie samotne spacery to świetna okazja do przemyśleń. Osobiście bardzo lubię przebywać tylko we własnym towarzystwie i móc w spokoju pomyśleć, czasami daje mi to więcej energii niż towarzystwo innych ludzi.. Zdaje się, że to nawet ma swoją nazwę i zdaje się, że brzmi ona.. introwertyzm. Cóż, nie przeszkadza mi to  ;-). Szybkie pogodzenie się z własną naturą oszczędza wiele cierpienia.

Częstochowa oczywiście, jak zawsze, zielona. Nie wiem dlaczego niektórzy mieszkańcy tak bardzo na nią narzekają. Ja ją uwielbiam. Z wieży jasnogórskiej rozciąga się panorama na pół miasta.

Zrobiłam kilka zdjęć. Niestety kalkulatorem więc jakość jest kiepska.

(więcej…)

Dodaj Komentarz | Komentarze

Rysunek – Hell of Pink 3 comments

Niewiele mam dziś do powiedzenia – znów wrzucam rysunek. Ostatnio wena dopisuje i jakiś „płodniejszy” okres nastał w mojej *twórczości*. Jak być może niektórzy zauważyli lubię rysować postacie fantastyczne/fantasy, a w szczególności te mroczne i piękne 😉 Chyba normalność już mi się przyjadła i to znudzenie odbijam sobie właśnie rysunkami przedstawiającymi niestworzone rzeczy.

Tym razem zrobiłam nawet coś w stylu tła. Wciąż nie mogę się zebrać do namalowania jakiejś prawdziwej scenerii.. Z doświadczenia wiem jednak, że w moim przypadku zmuszanie się do niczego dobrego nie prowadzi (w najgorszej opcji do artystycznej blokady) więc na razie niech jest jak jest 😉

Dodaj Komentarz | Komentarze

Rysunek – Czerwona Dama 3 comments

Dzisiaj przychodzę z nowym rysunkiem :-). Przedstawia postać z wymyślonego przeze mnie opowiadania. Nie zostało dotychczas spisane i pewnie nie zostanie, ale wciąż tkwi w mojej głowie. Niestety, po większości wymyślonych przeze mnie historyjek pozostają jedynie tego pokroju rysunki – portrety bohaterów lub najważniejsze sceny, jeśli mam więcej czasu. W ten sposób „utrwalam” swoje pomysły, zostawiając sobie furtkę do wykorzystania ich kiedyś w przyszłości.. Kiedy po latach patrzę na te stare rysunki od razu przypominają mi się tamte dawne koncepcje 😉

Chciałabym kiedyś napisać książkę i sama ją zilustrować. Albo pogodzić jedno z drugim i narysować komiks 😀 Choć to już zdecydowanie wyższa szkoła jazdy.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Poranne rytuały 4 comments

Nie przepadam za porankami. Z ręką na sercu, najchętniej spędzałabym je wszystkie po prostu śpiąc. Latem oczywiście jest łatwiej wstać niż zimą, co nie zmienia jednak faktu, że kocham spać ;-). Jestem typem osoby, która najaktywniejsza jest zawsze wieczorem.

Najgorsze w porannym wstawaniu jest dla mnie panujące w całym mieszkaniu zimno. Nawet teraz, kiedy na dworze jest już ciepło i w blokach wyłączone jest ogrzewanie. Mieszkanie które wynajmuję znajduje się w starej kamienicy, mury są tutaj naprawdę grube i panuje wieczny chłód.  Chłód i ciemność, bo jest tak niefortunnie ulokowane, że słońce nigdy tutaj nie zagląda – dlatego nazywam je bunkrem ;-). Do rachunku dodajmy elektryczne ogrzewanie i studencki brak funduszy na cokolwiek, a otrzymamy w efekcie bardzo niesprzyjające porankom warunki.

Dlatego trzeba je sobie jakoś umilić!

U mnie poranny rytuał wygląda zawsze tak samo.

1. Soczewki

2. Szlafrok

3. Kawusia

4. Komputer

Zasadniczo w ten właśnie sposób spędzam pierwszą godzinę po obudzeniu. Opatulona w szlafrok i kołdrę (ochrona przed zimnem) i wyposażona w gorącą kawę, przeglądając ulubione strony. Czasami oglądając youtube’a. Zastanawiam się, czy to już uzależnienie od komputera i kawy, jeśli są one moją główną motywacją do wstawania. Podobno każdy sposób jest dobry o ile działa ;-).

Niestety już 9, i trzeba zbierać się na uczelnię.. Przede mną zaliczenie z psychologii ekonomicznej. Trzymajcie kciuki!

Dodaj Komentarz | Komentarze

Igry Gliwickie 2 comments

Na Śląsku juwenalia pełną parą :-). Wraz z K. i jego znajomymi ze studiów udaliśmy się wczoraj do Gliwic by poimprezować trochę na słynnych Igrach. Cała wycieczka okazała się zaskakująco fizycznie wyczerpująca, ponieważ od momentu kiedy o 16 wyszliśmy z domu na pociąg do godziny 2 w nocy byliśmy na nogach! Jestem lekko obolała, ale co tam… raz się jest młodym 😉

W pociągu do Gliwic panował niesamowity tłok. A przynajmniej tak nam się wydawało, skoro nie mogliśmy usiąść. Prawdziwy tłok poznaliśmy w drodze powrotnej, kiedy część osób nie zmieściła się do autobusu.. Wracaliśmy ściśnięci jak sardynki w puszce 😉

Kiedy dotarliśmy na miejsce koncertów, kilkoro znajomych K. z dużym zaskoczeniem przyjęło fakt, że na teren imprezy nie można wnosić żadnych własnych płynów 😉 W związku z powyższym uznali, że muszą najpierw pozbyć się całości swojego prowiantu a potem dołączą do nas na koncercie. Oczywiście nigdy nie dołączyli.

Świetnie się bawiłam, choć ilość ludzi w pewnym momencie okazała się przytłaczająca. Nie spodziewałam się, że będzie AŻ TYLE osób. Piękna pogoda i fajne zespoły zrobiły jednak swoje i przyciągnęły prawdziwą rzeszę studentów i nie tylko studentów. Ku mojemu zaskoczeniu nie brakowało także rodziców z dziećmi.

 

Dodaj Komentarz | Komentarze

Rysunek: Ślepa wojowniczka 2 comments

Dzisiaj nie czułam się najlepiej. Dzień upłynął na poprawkach w pracy licencjackiej (to kłamstwo.. zajęły mi pół h) i na rysowaniu (kilka godzin). Oraz oglądaniu głupich filmików.. Produktywność to takie modne słowo w tych czasach. Podobnie jak planowanie, wydajność, organizacja czasu. Nikogo nie oszukam, żadne z nich nie ma nic wspólnego z moim życiem 😉

Dzisiaj na tapecie rysunek przedstawiający.. yy.. ślepą wojowniczkę.

Z racji braku lepszego zajęcia postanowiłam coś nabazgrać.  Przez moment udajmy, że anatomia nie istnieje, a wojowniczka anorektyczka może dźwigać ciężkie miecze:

 

Rysunek z gatunku tych na szybko i niestarannie.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Rysunek: Karuna i Vivienne

W głębi serca każdy z nas ma coś z dzieciaka. W głębi mojego bez wątpienia gości nieustannie ta sama miłość do.. rysowania. Rysuję odkąd pamiętam, od dnia kiedy nauczyłam się trzymać ołówek w ręce. Na pewnym etapie (czytaj przedszkole i początek podstawówki) wszystkie moje koleżanki też rysowały. Potem one naturalną koleją rzeczy przestały…

…a ja nie. :-) Taki psikus.

Oczywiście obecnie to już nie to co kiedyś – nie mam na to czasu. Sporadycznie odzywa się we mnie jednak ta dziwna tęsknota. Za tworzeniem, za kolorami, wymyślaniem niestworzonych historii i składaniem w mojej głowie nowych światów.  To zdecydowanie jest ta „odstająca od normy” składowa mojej osoby (poza pewnymi elementami jestem bowiem najnudniejszym człowiekiem pod słońcem 😉 ).

Postanowiłam, że skoro to mój „internetowy pamiętnik” będę tutaj wrzucać również moje bazgroły. Co o tym myślicie? Jeśli ktoś z was dzieli podobne pasje do moich, to zapraszam też na moje konto na deviantarcie: http://rayuki.deviantart.com

Dodaj Komentarz | Komentarze

Pisanie licencjatu – ciąg dalszy 2 comments

Ja to chyba jestem zakochana w tym licencjacie. Spać przez niego nie mogę, jeść nie mogę, ani myśleć o niczym innym. Na samo wspomnienie o nim robi mi się słabo. No zakochałam się jak nic, cholerka. Tylko ta miłość jakaś patologiczna jest.

Pisanie licencjatu to ból, cierpienie, męka i udręka.

A tak poważnie.. jestem mega do tyłu, nie mogę dogadać się z promotorką, ciągle nie zatwierdziła mojej ankiety do 3 rozdziału. Wszystko ciągnie się jak spaghetti. Już tak późno. Żeby uspokoić zszargane nerwy dopracowuję resztę, przeglądam, dopieszczam. Daje mi to wrażenie, że coś robię. Czemu nie możemy mieć po prostu egzaminu na zakończenie studiów? Nauczyłabym się, napisała czy odpowiedziała  i miała raz na zawsze z bańki!

Na zewnątrz pogoda nas rozpieszcza. Cały dzień świeci piękne słoneczko i jest cieplutko. Mam ochotę iść na zakupy i nakupić furę świeżych owoców.

Kubek na długopisy nastrajający bojowo.
Dodaj Komentarz | Komentarze