domowe słodycze


Nie ma jak u mamy

Rogaliki, beziki, kawusia, domowe obiadki. Czegoż student, prosta istota, mógłby do życia ( i od życia ) chcieć więcej. Słabo w prawdzie okazuję zadowolenie, choć zdecydowanie je odczuwam kiedy ktoś ugotuje mi coś dobrego. Wczoraj przyjechawszy do domu zastałam mamę w samym centrum wypiekowego szaleństwa. Udało mi się nawet utrwalić na zdjęciu jej dzieło, chociaż skwitowała je tymi słowami:

Weź to skasuj.

A następnie:

To wygląda jak góra czegoś upaćkana w czymś.

Całe szczęście mama nie wie (jeszcze), że mam bloga. Więc mogę to tutaj bezkarnie wrzucić, nie narażając się na ochrzan. Przynajmniej nie w najbliższym czasie, ale kto by się tam martwił co będzie kiedyś 😉

Zdjęcia robię kalkulatorem więc nie oddają w pełni uroku tego dzieła.

 

Dodaj Komentarz | Komentarze