Anglia


Wigilia w UK

stroik
Od wczoraj mamy zimę.  Dobra wiadomość jest taka, że najkrótszy dzień roku za nami, więc teraz może być już tylko lepiej 😉
Za 2 dni Wigilia. W Anglii wszyscy mają hopla na punkcie Świąt, ich szaleństwo właśnie sięga zenitu… Idąc na miasto najczęściej słyszanym słowem jest „Christmas”. W Polsce też mamy o tej porze  wariactwo przygotowań, ale chyba jeszcze nie doszliśmy do poziomu Brytyjczyków… I mam nadzieję, że nie dojdziemy – tutaj wszystko wydaje mi się o wiele bardziej wymuszone i komercyjne niż na rodzimej ziemi. Pewnie wpływ na mój odbiór Świąt ma fakt, że jestem tutaj sama z K., bez rodziny, dlatego może to całe zamieszanie jest dla mnie takie puste, te dekoracje, światełka, piosenki. Nasza Wigilia w Anglii będzie wyglądała baaardzo symbolicznie – malutka choineczka, ryba, sałatka, ciasto, barszcz z uszkami.. Tyle. Nie mamy ani czasu ani ochoty na nic więcej. Poskajpujemy też pewnie z rodzinką, złożymy życzenia.

W dodatku K. rozkłada jakieś choróbsko. Drogą domowej diagnozy orzekłam: zapalenie krtani. Chłopak zaniemówił normalnie. Zmusiłam go do zadzwonienia do pracy i zgłoszenia „sicka”. Teraz leży pod kołdrą i ogląda serial 😉 Może i mnie by się taki „sick” przydał???

Tęsknie za regularnym pisaniem bloga. Nie mam kompletnie czasu na nic, a chciałabym robić tyle rzeczy..

Dodaj Komentarz | Komentarze

Jesienny blues, losy bloga i inne..

Nowe wpisy na tym blogu to zjawisko porównywalne do zaćmienia słońca – stosunkowo rzadkie, a kiedy już ma miejsce, ludzkość stara się nie patrzeć w jego kierunku, bo podobno można od tego oślepnąć …

Tak czy siak, dzisiaj nastał ten wielki dzień i czas na aktualizację. Zabawnie nazywać to coś aktualizacją, zważywszy, że ostatnio pisałam w maju, hehe 😉 Określenie tego bloga pamiętnikiem jest równie trafne co wrzucenie Biblii w kategorię „dziennik codzienny”.. Zastanawiałam się ostatnio co sprawia, że tak rzadko tu piszę i doszłam do nieco dziwnych wniosków – przeszkadza mi założony na facebooku, dawno temu, fanpage i świadomość, że blog jest podpięty pod moje prywatne konto. Przeszło mi nawet przez myśl skasowanie bloga, fanpage’a i zaczęcie wszystkiego od nowa w 100% anonimowo. Ostatecznie zdecydowałam na razie odrzucić ten pomysł, chyba z sentymentu do tego wszystkiego co tutaj uwieczniłam. No i szkoda mi było nazwy – nie potrafiłam wymyślić nic co podobałoby mi się tak samo jak Kingasbox 😉

Wracając do tego, co u mnie.
Wakacje minęły baaardzo przyjemnie. W lipcu wpadliśmy na kilka dni do Polski, pierwszy raz od Bożego Narodzenia.. Wspaniale było znowu być w domu, odwiedzić bliskich i nasze zwierzaki :)

Potem polecieliśmy całą rodziną –  ja, K., rodzice i siostra – na dwa tygodnie na Rodos. Było cudownie – gorąco, piękne widoki, baseny i jedzenia ile dusza zapragnie. Wróciłam 2 kilo cięższa i opalona na murzynka. Od wielu lat nie byłam na prawdziwych wakacjach więc uważam, że wszystko w pełni zasłużone!
Jedynie powrót do Anglii przebiegał nieco „po wariacku” gdyż urlop był wzięty z myślą o 14-dniowych wakacjach, a te ku naszemu zdziwieniu okazały się.. 15-dniowe.


W sierpniu znów zawitaliśmy do Polski na rodzinną imprezę – rocznicę ślubu moich rodziców i urodziny taty.. Niestety kolejny wypad zapowiada się dopiero na styczeń. Już nie możemy się doczekać.

To tyle jeśli chodzi o lato.  Teraz znowu mamy jesień i to już coraz mniej kolorową. Rano o 7 jest ciągle ciemno a przez większość dnia za oknem panuje szarówka. Nie żeby to robiło jakąś gigantyczną różnicę, kiedy i tak siedzimy w pracy przez większość czasu, no ale.. Będę tęsknić za słonecznym Rodos i wakacyjną Polską 😉 Na razie plan jest taki, że zostajemy w tym deszczowym kraju do przyszłych wakacji – ale o tym może następnym razem bardziej się rozpiszę…

Dodaj Komentarz | Komentarze

Co słychać w Świecie? 1 comment


Dziennik pokładowy, dzień 13432894.
Nadal jesteśmy w Anglii.

Z sentymentem przeglądam stare wpisy i tęsknię za latem w Polsce. Całą zimę i wiosnę praktycznie się nie odzywałam, wpadłam tutaj w wir pracy niczym chomik do pralki. W wolnych chwilach żyłam sobie w swoim świecie marzeń i planów.. Czekania co będzie dalej.
W zeszłym roku o tej porze przejmowałam się obroną i studiami. Prawdopodobnie zdanie to pada po raz setny na tym blogu ale.. jak ten czas strasznie szybko leci! Jeszcze niedawno miałam zupełnie inne problemy niż teraz, inne dylematy i rozterki życiowe. Śmiesznie teraz poczytać o tych akademickich potyczkach sprzed miesięcy 😉

Co się działo od ostatniego wpisu? Pomyślmy:
– Boże Narodzenie, które spędziliśmy z rodziną. Super.
– Zima. Przeszła w większości bezboleśnie, bezmroźnie i bezśnieżnie. Minus Sylwester w Polsce, minus 17 stopni na termometrze. Tego nie liczymy 😉
– Pierścionek zaręczynowy od K. i poważniejsze plany.
– Wielkanoc, w pracy.
– Wiosna, w pracy.
– Urodziny K, w pracy.

Dziś K, jak łatwo się domyślić, też jest w miejscu na „p”. Na szczęście pozytywnych rzeczy na „p” jakie idą za tym wysiłkiem jest więcej niż negatywów. Przyszłość, perspektywy, pieniądze, podróże.. Poza tym maluje nam się piękna wizja wakacji, już za miesiąc :-) ! Tymczasem staram się nie skupiać na czekaniu na rozwój wypadków, nauczyć się czerpania z życia tu i teraz.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Long time no see

Niewiarygodne, że już październik. Czas przecieka mi przez palce w zastraszającym tempie, dni uciekają jak minuty.. Leci nam już trzeci miesiąc w Anglii!

Od czasu kiedy ostatni raz pisałam wydarzyło się kilka rzeczy:

Przyszła jesień. Anglia wygląda bardzo malowniczo o tej porze roku – oczywiście pod warunkiem, że mamy ładną pogodę. Ostatnimi czasy jest zaskakująco ciepło i słonecznie więc.. tak trzymać :-)

Byliśmy na urlopie w Polsce. Co za tym idzie, przywiozłam w końcu piórko do tabletu i będę mogła rysować! Wolne zleciało nam o wiele za szybko, niestety w sporej części na podróży. Do kraju jechaliśmy samochodem (22 godziny) a wracaliśmy już autokarem (33 godziny D:). Przyczyną takiego stanu rzeczy był następny punkt z listy czyli..

Zmieniliśmy samochód. Zmiana nastąpiła w sposób nie do końca przez nas zaplanowany. Oczywiście nowa fura ma kierownicę po złej stronie mocy : p. Jest też dwa razy większa od naszego starego Renault Clio. Idealna na długie podróże, ale już mniej idealna gdy przychodzi tą krową zaparkować 😉 Nasz wybór padł na granatowego Vauxhalla (Opla) Vectrę z 2007 roku. Na razie samochód nie budzi naszego zaufania, choć jest zdecydowanie lepszy niż poprzedni. Musimy się jeszcze z nim oswoić.

Poza tym dużo pracujemy. Za dużo – cierpię na permanentny brak czasu.

W planach na bliżej nieokreśloną przyszłość mam:

– Zmienić pracę. Kiedyś, w końcu. Oczywiście idealnie byłoby gdyby nowa była lepiej płatna, lżejsza i bliższej. No i gwarantowała wolne weekendy.

– Lepiej się odżywiać. To angielskie jedzenie mnie wykończy. Ale to temat na osobny wpis.

– Portfolio i twórczość. Więcej rysować. Zrobić profesjonalną stronę z prawdziwym portfolio. Zagłębić się bardziej w pisanie stron internetowych i design na potrzeby Internetu. Wykorzystać wiedzę o kreowaniu marki zdobytą przy tworzeniu pracy licencjackiej w praktyce!

– Zakupy. Nagroda za poniesione trudy 😉 Lista jest długa – buty na zimę, wymarzone perfumy, nowa torebka, ciepłe sweterki, szalik w kratkę.. i może jeszcze coś.

– Kurs w collegu? Jeżeli punkt ze zmianą pracy wypali.

I to chyba tylko – albo aż – tyle. Na razie płyniemy z prądem.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Anglia oswojona

Miesiąc temu o tej porze szykowałam się do wyjazdu :-) A wydaje się jakby minęły wieki!

Blog w ostatnich tygodniach mocno ucierpiał. Niestety praca nie pozwala mi na zbytnie udzielanie się tutaj – aktualnie chodzimy na popołudniową zmianę, czyli od 14 do 22. W rzeczywistości jednak z domu wychodzimy o 12:30, a wracamy o 23. Plusy są takie, że można się wyspać, jednak na nadmiar wolnego czasu narzekać nie możemy. Na szczęście jutro zaczyna mi się dwudniowe wolne ;-). Taki weekend  w środku tygodnia.

Anglia już oswojona. Konta w banku otworzone z sukcesem, National Insurance Number w drodze. Oczywiście w naszym wypadku wszystko zawsze załatwiane jest na wariackich papierach i w pośpiechu. Tak jak już kiedyś pisałam.. W kwestiach organizacyjnych i zarządzaniu czasem przykładem nie świecimy 😉 Szkoda, że nie miałam okazji opisać tu tych wszystkich przygód które nas spotkały… Z drugiej strony może to i lepiej – aż głowa mnie boli na samą myśl o tej manianie jaką odstawiamy od momentu przyjazdu xD 

Nasze miasto, choć typowo industrialne i baaardzo multi-kulti (:P) ma jedną zaletę. Nie mam właściwie porównania z innymi miejscami w Anglii, ale Coventry oferuje sporo terenów zielonych. Oni mówią, że to są parki, ale szczerze mówiąc bardziej przypominają pola golfowe ze sporadyczną obecnością pojedynczych drzewek. Mam szczęście oglądać jedno z nich z okna mojej aktualnej sypialni :-)

Dodaj Komentarz | Komentarze