Pożegnanie Katowic

Przyszedł czas by pożegnać się z Katowicami – przynajmniej na razie. Jutro do pozałatwiania mam ostatnie sprawy uczelniane przed obroną (której termin pozostaje bliżej nieokreślony) i będziemy zdawać mieszkanie właścicielom. K. kompletnie nie jest sentymentalny ale ja tak, także.. trochę smuteczek, jednak. :(

Wiele dobrych i złych chwil nas tutaj spotkało, ale wiadomo jak to jest w życiu.

Na szczęście nie mam zbyt wiele czasu na sentymenty, gdyż ostatnie dni mijają nam w iście szaleńczej gonitwie. Zdjęcia do dyplomu, pakowanie do przeprowadzki, podbijanie karty obiegowej w ACK i bibliotece, drukowanie prac, wycieczki do promotorów, przelewy i opłaty, nagrywanie CD, po powrocie do domu znów pakowanie.. Niekończące się załatwianie, sprzątanie i bieganie z miejsca na  miejsce..Uff. A w przysłowiowym „międzyczasie” udało nam się wysłać CV do jednej z interesujących nas prac wakacyjnych w Anglii. Nawet odbyłam już w jej sprawie wstępną rozmowę, jutro ma się odbyć wideokonferencja. Jeszcze nie wiadomo co z tego będzie.

Tymczasem by upamiętnić ten miniony rok w naszym (byłym) mieszkanku zamieszczam kilka migawek z tego okresu :-)

 

Dodaj Komentarz | Komentarze

Kot Biszkopt i wariactwo uczelniane..

Przedstawiam Biszkopta, nowego mieszkańca domu mojej Babci :-) Kociak jest zabójczo przystojny, ale niech was nie zwiedzie jego słodki pyszczek – to łobuz jakich mało. Drapie, gryzie i biega po ścianach. Grzeczny jest tylko kiedy śpi albo się pomyli 😉

Weekend ogólnie minął mi wyjazdowo. Czwartek i piątek zmarudziłam u „teściowej” pod Częstochową, a sobotę i niedzielę u babci. Gdziekolwiek się nie ruszę towarzyszą mi padające ze wszystkich stron pytania o obronę, studia, wakacyjne plany.. Z jedynej strony to zrozumiałe, że wszyscy chcą wiedzieć co i jak, ale z drugiej męczy opowiadanie każdemu tego samego po kilka razy. Przede wszystkim niczego nie wiadomo jeszcze na pewno.

Dzięki mojej promotorce ostatnie dni to istne wariactwo. Bezustannie gdzieś wyjeżdża lub jest niedostępna, wszystko na ostatnią chwilę – kwestia obrony w lipcu wisi na włosku, a praca już dawno napisana! Wczoraj położyłam się spać o drugiej, wstałam o szóstej. O siódmej pojechałam odebrać sprawdzony trzeci rozdział z uczelnianej portierni, o dziesiątej zostawiłam go już tam poprawionego z powrotem. Zrobiłam zakupy, wróciłam do domu, o trzynastej padłam na łóżko jak kawka. Wstałam o osiemnastej. Dzień z głowy!

Zamiast dalszego marudzenia, dodam jeszcze kilka zdjęć Biszkopta. Był bardzo wdzięcznym tematem do fotografowania, niestety trochę zbyt ruchomym jak na możliwości mojego samsungowego aparatu 😉

Dodaj Komentarz | Komentarze

Rysunek – Czerwona sukienka 1 comment

Jestem w Częstochowie, znowu. Już za tydzień przeniosę się tutaj na dłużej z Katowic, ponieważ jestem już po zajęciach, po zaliczeniach, po egzaminach, została tylko obrona. Skończyłam studia. Czuję się z tym jakoś naprawdę nieswojo. Myślałam, że będę szaleć ze szczęścia i otwierać szampana a zamiast tego czuję niepokój. Coś odeszło.

W dodatku przez jakiś czas będę mieszkać bez K. ! Maksymalnie 2 czy 3 tygodnie ale jednak – on u siebie, ja u siebie. Jak za starych dobrych czasów 😉 Napiszę jeszcze coś więcej o naszej przeprowadzce na dniach, a tymczasem.. Czerwona sukienka na konkurs na facebooku!

Dodaj Komentarz | Komentarze

Zmęczenie materiału

Chwilowa nieobecność na blogu spowodowana jest sporą ilością zmartwień na głowie. Na szczęście w dniu dzisiejszym jedno z nich w końcu zniknęło – udało mi się zdać egzamin, który przy 5 poprawce zaczynał już sprawiać wrażenie niemożliwego do zdania 😉 Nieustępliwy profesor ostatecznie przepuścił większość naszej, dosyć pokaźnej, grupy skazańców – choć tyle potu, łez i krwi łatwo mu nie zapomnę 😛

Jestem ostatnio bardzo zmęczona. W środę czeka mnie kolejny egzamin – gigant. 733 slajdy do nauczenia, lub około 150 stron notatek pisanych w Wordzie. W czwartek kolejna wizyta u promotorki i jedna poprawka. Nie wiem jak zdążę ze wszystkim!  Powinnam załatwiać też formalności przed wakacyjnym wyjazdem, lecz kompletnie nie mam teraz do tego serca. To się chyba nazywa „zmęczenie materiału”. Potrzebny reset!

//na zdjęciu park w pobliżu mojego bunkru 😉

Dodaj Komentarz | Komentarze

Marzenia i plany

Niedawno pisałam o tym, jak intensywnie „przemyśliwuję” życie. Jestem teraz w takim momencie, że kończę studia I stopnia i mocno zastanawiam się co dalej. Oczywiście najprostszym rozwiązaniem byłoby kontynuowanie nauki na studiach magisterskich, ale wcale nie jest dla mnie oczywiste czy chcę ciągnąć ten kierunek, czy chcę go w trybie dziennym czy zaocznym, a może.. potrzebuję przerwy?

(więcej…)

Dodaj Komentarz | Komentarze

Mini zakupy, pyszny obiad i..

Dzielnie walczę z 3 rozdziałem, już coraz bliżej do końca. Dowiedziałam się jednak, że K. najprawdopodobniej będzie się bronił we wrześniu, co nieco psuje nam nasze plany wyjazdowe. Z drugiej strony w moim wypadku lipcowa obrona też nie jest jeszcze pewna więc możliwe, że mnie również to czeka.. Najbardziej na świecie chcę mieć to już za sobą.

Na poprawę humoru postanowiłam wybrać się do Galerii Katowickiej i poszukać jakichś krótkich spodenek na lato. Jak zwykle udało mi się znaleźć coś niedrogiego w Sinsay 😉 Szczególnie te „ananasowe” szorty są mega fajowe :’D

(zdjęcia z telefonu)

Jak to zwykle bywa kiedy mam nadmiar uczelnianych rzeczy do zrobienia dziś również natchnęło mnie na gotowanie. Po zakupach w pobliskiej Biedronce (:P) przyrządziłam tego oto kurczaka z kaszą jaglaną i pieczarkami. Nie mam chyba daru do fotografowania jedzonka, ale co tam.. było pycha i jeszcze sporo zostało dla K. na kolację 😉

Aktualnie skupiam się na „dochodzeniu do sedna materii” czyli..  leżę zagrzebana pod kołdrą i trzaskam wykresy do licka. Najchętniej zamiast tego pospałabym chwilkę albo poszła na spacer.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Rysunek Syrena 2 comments

Najnowszy rysunek przedstawia.. jak widać syrenkę 😉 tym razem stworzony na wyzwanie na fejsbukowej grupie rysunkowej. Uważam, że jest nawet udany, choć pod koniec straciłam już dla niego cierpliwość.  Szczególnie nie cierpię malować teł (jest takie słowo?) do moich prac..

Mam nadzieję, że nagie piersi nikogo nie zniechęcają 😉

Dzisiaj mam wolne. Dzień poświęcić zamierzam na doszlifowanie licencjatu, a konkretniej trzeciego rozdziału, wstępu i zakończenia. Na czwartek chcę mieć wszystko gotowe i zanieść do promotorki. Miejmy nadzieję, że tym razem dała radę sprawdzić mi 2 pierwsze rozdziały.

Poza tym jakoś smutno mi dzisiaj. Od swoich urodzin parę dni temu ‚przemyśliwuję’ życie. Wnioski do jakich dochodzę nie są zbyt optymistyczne, ale staram się uciszyć mojego wewnętrznego krytyka i zamiast się użalać wymyślić co tu zmienić, żeby było lepiej. Może zrobię osobny post o moich marzeniach, planach i obawach wkrótce. Wypisywanie się ma na mnie terapeutyczne działanie i oczyszcza umysł z upartych myśli 😉 Nawet nie przeszkadza mi tak bardzo, że mało kto to czyta.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Relaks na balkonie…

…czyli coś czegoś nie uświadczysz w moim studenckim bunkrze 😉. W zaciszu częstochowskiego mieszkania jest to jednak absolutnie wykonalne!

Taki piękny kącik relaksu na balkonie zaaranżowała moja mama. Bardzo przyjemnie usiąść sobie w ciepły dzień przy stoliku z takim widokiem:

Różę w doniczce mama dostała od mojego K. na Dzień Matki. Pięknie kwitnie i się rozrasta – myślę, że dana ze szczerego serca i to dlatego 😉 Ładnie wygląda na balkonowym stoliku.

Już jestem znów w Katowicach, wczoraj wieczorem wróciłam tym starym rzęchem Kolei Śląskich. Pogoda się zepsuła, jest chmurno i ciemno. Milej mi się robi kiedy patrzę na te cichaczem cyknięte fotki sprzed kilkunastu godzin. Ciepło, wróć… gdzie się podziewasz? Ja wcale nie narzekałam, że mi za gorąco (no może trochę, ale to jeszcze nie powód, żeby się obrażać).

K. wydrukował dzisiaj pracę licencjacką, już w trzech egzemplarzach i z oprawą. Stresowałam się tym faktem chyba bardziej niż on, ciągle go pytałam czy już na 100% wszystko przeczytał i sprawdził.. Koszt druku i oprawy to w jego wypadku było 70 złotych, więc podejrzewam, że nie chciałby tej operacji powtórzyć. W przeciwieństwie do mnie zachował jednak zimną krew i jego dzieła spoczęły u promotora.

Dodaj Komentarz | Komentarze

Co robić w upalny dzień…?

W upalny dzień można schować się przed słońcem i – po polsku – solidnie sobie ponarzekać. Pogoda ma tę właściwość, że w opinii wielu zawsze jest nie taka jak potrzeba 😉 Osobiście podjęłam próbę wystawienia tych moich białych serdelek na zewnątrz i bardzo poprawiło mi to humor (chociaż za długo nie wytrzymałam). Słońce w umiarkowanych ilościach działa ponoć antydepresyjnie. To tłumaczy przy okazji przygnębienie panujące w moim studenckim bunkrze.

Znowu pozanudzam zdjęciami z mojego osiedla. Nigdy nie mogę się nadziwić jak tutaj jest zielono. Po przyjeździe z Załęża człowiek się czuje jak w senatorium 😉

…i mój gadżet obowiązkowy, jeśli nie chcę przed trzydziestką mieć oczu jak chińczyk 😉 ;

Dodaj Komentarz | Komentarze