archiwum dzienne: 22 października 2016


Jesienny blues, losy bloga i inne..

Nowe wpisy na tym blogu to zjawisko porównywalne do zaćmienia słońca – stosunkowo rzadkie, a kiedy już ma miejsce, ludzkość stara się nie patrzeć w jego kierunku, bo podobno można od tego oślepnąć …

Tak czy siak, dzisiaj nastał ten wielki dzień i czas na aktualizację. Zabawnie nazywać to coś aktualizacją, zważywszy, że ostatnio pisałam w maju, hehe 😉 Określenie tego bloga pamiętnikiem jest równie trafne co wrzucenie Biblii w kategorię „dziennik codzienny”.. Zastanawiałam się ostatnio co sprawia, że tak rzadko tu piszę i doszłam do nieco dziwnych wniosków – przeszkadza mi założony na facebooku, dawno temu, fanpage i świadomość, że blog jest podpięty pod moje prywatne konto. Przeszło mi nawet przez myśl skasowanie bloga, fanpage’a i zaczęcie wszystkiego od nowa w 100% anonimowo. Ostatecznie zdecydowałam na razie odrzucić ten pomysł, chyba z sentymentu do tego wszystkiego co tutaj uwieczniłam. No i szkoda mi było nazwy – nie potrafiłam wymyślić nic co podobałoby mi się tak samo jak Kingasbox 😉

Wracając do tego, co u mnie.
Wakacje minęły baaardzo przyjemnie. W lipcu wpadliśmy na kilka dni do Polski, pierwszy raz od Bożego Narodzenia.. Wspaniale było znowu być w domu, odwiedzić bliskich i nasze zwierzaki :)

Potem polecieliśmy całą rodziną –  ja, K., rodzice i siostra – na dwa tygodnie na Rodos. Było cudownie – gorąco, piękne widoki, baseny i jedzenia ile dusza zapragnie. Wróciłam 2 kilo cięższa i opalona na murzynka. Od wielu lat nie byłam na prawdziwych wakacjach więc uważam, że wszystko w pełni zasłużone!
Jedynie powrót do Anglii przebiegał nieco „po wariacku” gdyż urlop był wzięty z myślą o 14-dniowych wakacjach, a te ku naszemu zdziwieniu okazały się.. 15-dniowe.


W sierpniu znów zawitaliśmy do Polski na rodzinną imprezę – rocznicę ślubu moich rodziców i urodziny taty.. Niestety kolejny wypad zapowiada się dopiero na styczeń. Już nie możemy się doczekać.

To tyle jeśli chodzi o lato.  Teraz znowu mamy jesień i to już coraz mniej kolorową. Rano o 7 jest ciągle ciemno a przez większość dnia za oknem panuje szarówka. Nie żeby to robiło jakąś gigantyczną różnicę, kiedy i tak siedzimy w pracy przez większość czasu, no ale.. Będę tęsknić za słonecznym Rodos i wakacyjną Polską 😉 Na razie plan jest taki, że zostajemy w tym deszczowym kraju do przyszłych wakacji – ale o tym może następnym razem bardziej się rozpiszę…

Dodaj Komentarz | Komentarze