archiwum dzienne: 12 lipca 2015


Całe życie na krawędzi

Czas pędzi jak szalony! Od dawna intensywnie mijają mi tygodnie, ciągle piszę, że mnóstwo się dzieje i nie nadążam – zawsze wtedy myślę, że większy młyn się już chyba nie zrobi.. a jednak, życie zawsze potrafi mnie zaskoczyć 😉 Kompletnie nie miałam czasu na opisywanie wszystkiego na blogu, a teraz nawet nie wiem od czego zacząć – jestem na kolejnym życiowym zakręcie.

Zacznijmy może od tego, że się obroniłam :-) Jestem licencjonowanym ekonomistą, jeśli to coś znaczy.

Sama obrona została chyba najbliższym znanym mi synonimem stresu. Przeogromnego. Niestety, nie jestem jedną z tych osób które potrafią do tego spokojnie podejść. Tydzień poprzedzający obronę składał się z wkuwania, wkuwania i jeszcze raz wkuwania. Do tego niewielka domieszka narzekania w wolnych chwilach. Na mojej uczelni nie do końca jest to  formalność, jak przyjęło się mówić – zdarzają się obrony uwalone jak i bardzo słabo zdane, na trójkach. Na  szczęście TYM RAZEM wszystko poszło po mojej myśli – udało mi się mieć egzamin tego samego dnia co K., choć po bardzo długim (6 godzinnym) oczekiwaniu i – co najważniejsze – udało się go przyzwoicie zdać! Noc przed nie potrafiłam zasnąć, potem wstałam o 4 rano, o 5 przyjechał K. Kawę wypiliśmy w miłym nastroju choć z poczuciem szykowania się na ścięcie :P. O 7 byliśmy w Katowicach, a cała akcja zakończyła się dopiero około 15. Jak Boga kocham – opuszczając mury tej uczelni byłam najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.

Zaraz potem wpadliśmy w wir przygotowań do wyjazdu. Oczywiście milion rzeczy robionych na ostatnią chwilę i idiotycznych zbiegów okoliczności. Wgrywanie mapy do nawigacji, naprawa cb-radia, wyrabianie europejskiej karty zdrowia, przegląd samochodu, ostatnie zakupy i.. wypad do Wrocławia! Umówiliśmy się z kuzynką K., że jeszcze przed naszym wyjazdem wyskoczymy razem do Aquaparku. Plan zrealizowaliśmy, choć jak na nas przystało – w ogromnym pośpiechu 😉 Każdy dzień wypełniony jest po brzegi i ze wszystkim zdążamy „na żyletki”. Całe życie na krawędzi 😛

Dzisiaj jest moja ostatnia noc w domu przed wyjazdem. Trochę smutek, ale to tylko na kilka miesięcy.. Jutro o tej porze będziemy już pewnie w Niemczech, w drodze do Anglii.. Oczywiście absolutnie mnie to wszystko przeraża, czuję się nieprzygotowana i zaskoczona, że ten dzień tak szybko nastał. Chciałabym opisać wszystko co się działo bardziej szczegółowo, ale wyszedłby mi elaborat na kilka stron. Poza tym jestem strasznie zmęczona. Nie wiem kiedy teraz znów napiszę – pewnie już na miejscu, jeśli oczywiście na nie w jednym kawałku dotrę ;P. Trzymajcie kciuki!

//jakość dziejszych zdjęć jest naprawdę biedna, wiem. :c

Dodaj Komentarz | Komentarze